Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Druga Strona pyta, Damian Chmiel odpowiada

Dodany: 2013-10-25 19:40:45
Całe życie chciałem grać w piłkę. Miałem w sobie jakiś talent, ale nigdy się nie zastanawiałem czy coś z tego będzie. Robiłem swoje nie oglądając się na innych. Kochałem piłkę - opowiada o sobie Damian Chmiel.

 

Damian Chmiel urodził się 6 maja 1987 roku w Wadowicach. Grę rozpoczął w rodzinnej miejscowości pod Andrychowem, w Zniczu Sułkowice Bolęcina. W wieku 19 lat trafił do Zapory Porąbka, a dwa lata później do Podbeskidzia. Był wypożyczany do BKS-u Stal, Pelikana Łowicz oraz GKS-u Katowice. W Podbeskidziu rozegrał 73 mecze strzelając 10 goli. W Ekstraklasie zagrał 31 razy zdobywając 6 bramek.

Foto: spokofoto.com

 

Zanim profesjonalnie zająłeś się grą w piłkę pracowałeś na budowie.

Musiałem pracować, aby zarabiać pieniądze. Jednak całe życie chciałem grać w piłkę. Miałem w sobie jakiś talent, ale nigdy się nie zastanawiałem czy coś z tego będzie. Robiłem swoje nie oglądając się na innych. Kochałem piłkę.

Moja droga do profesjonalnej piłki była kręta. Patrząc jednak z perspektywy czasu - opłacało się troszkę pocierpieć. Obecnie młodzi chłopcy mogą iść do szkół i przygotowywać się do gry w piłkę. Ja takiej możliwości nie miałem i tego żałuję. Jednak droga, która przebyłem coś mi dała. Była ciężka, ale pewnie co poniektórym by się przydała. Kiedyś w ogóle nie myślałem o tym, że wyląduję na poziomie ekstraklasy. Dzieciństwo miałem ciężkie, zaraz po szkole trafiłem do pracy. Nie chcę do tego wracać, bo to są już odległe czasy. Całe swoje życie pracuję na to, aby osiągnąć sukces. Ktoś nade mną czuwał, że potoczyło się to wszystko tak jak potoczyło i jestem tutaj. Jestem z tego regionu i bardzo się cieszę, że mogę grać dla Bielska-Białej.

 

 

Aby móc pracę pogodzić z piłką mieszkałeś na stadionie…

Rzeczywiście. Może określenie, ze trzeba było pocierpieć jest złe, ale z pewnością była to droga wyboista. U siebie na wiosce to było takie pogrywanie w piłkę. Nie myśłałem o szkole piłkarskiej, bo nie miałem takiej możliwości. Miałem szczęście, bo przyszedł do nas trener, który mną pokierował. Do dziś zresztą jesteśmy przyjaciółmi i sobie nawzajem pomagamy. Trafiłem do Zapory Porąbka. To była piąta liga, dostałem jakieś pieniądze za grę oraz pracę. Aby móc pogodzić pracę z treningami prezes zaproponował mi mieszkanie na stadionie. Wszyscy się wtedy śmiali, ale patrząc na to po latach uważam, że było to dobre posunięcie. Nie żałuję tego, że tam grałem, mieszkałem i pracowałem na budowie.

 

Jak trafiłeś do Podbeskidzia?

W Porąbce grałem dwa lata. Dzięki trenerowi Krzysztofowi Wądrzykowi, który mnie wtedy prowadził, udało się zorganizować mój udział w sparingu Podbeskidzia z Rakowem Częstochowa. Nie ukrywam, że miałem kupę szczęścia, bo trafić na taki mecz nie jest łatwo. Podbeskidzie to był najwyżej grający klub z regionu, postanowiłem spróbować swoich sił. I udało się.

 

Z tym sparingiem także wiąże się ciekawa historia…

Tak, w dniu sparingu byłem normalnie w pracy. Do jedenastej pracowałem na budowie, a o dwunastej miałem sparing. Zagrałem 45 minut. Strzeliłem jedną lub dwie bramki i zaliczyłem asystę. Wpadłem w oko trenerowi Broszowi i trafiłem do Bielska. Podpisałem długi, pięcioletni kontrakt zawodowy.

 

W przebiciem się w Podbeskidziu nie było jednak łatwo. Byłeś wypożyczany do innych klubów.

To był dopiero początek krętej drogi. Nie było tak, że podpisałem kontrakt i byłem nie wiadomo kim. Nie jest tak, że wchodzi się do szatni i jest się jednym z najlepszych w drugiej lidze. Przeskok z okręgówki jest olbrzymi. Znaleźć się w takiej sytuacji w pierwszym składzie i grać pierwsze skrzypce jest praktycznie niemożliwe. Wypożyczenia były więc dla mnie zbawienne. Pierwsze trafiłem do Łowicza, gdzie moim trenerem był pochodzący z naszej okolicy Piotr Stach. On mi wiele pomógł, pozwolił się rozwinąć. Dużo grałem, strzelałem piękne bramki i to była przepustka, aby wrócić do Podbeskidzia. Wydawało się, że wrócę i będę grał, ale nie było tak pięknie. W końcu jednak coś zaiskrzyło i zacząłem grać. Miejmy nadzieję, że kontuzje mnie będą omijały i ta piękna historia będzie się dalej toczyć.

 

Teraz jesteś wyróżniającym się zawodnikiem Podbeskidzia. Jakie masz plany na przyszłość?

Chcę się cały czas rozwijać. Grałem w A klasie, okręgówce, trzeciej, drugiej i pierwszej lidze, teraz gram w ekstraklasie. Przeszedłem więc wszystkie szczeble, każdy mi coś pod względem piłkarskim dał. Teraz mam kontuzję i muszę się jak najszybciej wyleczyć. Chcę mieć znów kapitalny sezon i wtedy będę mógł pomyśleć o czymś dalej. Niedawno podpisałem nowy kontrakt z Podbeskidziem. Jestem stąd, dobrze się tutaj czuję, jest tu fajny klimat i chcę tutaj grać. Gdy będę miał jeden, drugi, trzeci dobry sezon – pomyślę co dalej. Wtedy ktoś się upomni, bo tak to w polskiej lidze wygląda. W tej chwili mam za sobą jeden dobry sezon w ekstraklasie. Moim zdaniem to jest mało. Trzeba to potwierdzić w kolejnych sezonach.

 

 

Zwracasz uwagę na opinie o swojej grze w mediach i na forach internetowych?

Te opinie się słyszy. Gdy gra się dobrze, jest w porządku. Gdy jest się w słabszej formie to jest trudniej. Bo słyszy się też te negatywne opinie i człowiek sobie je przybiera do głowy. W ten sposób zakręca się koło, człowiek się jeszcze bardziej dołuje. Dla polskiego piłkarza mentalność jest niezwykle ważna. Od tych opinii trzeba się odciąć. Ludzie też są różni. Jedni będą krytykować nawet jak idzie dobrze, inni będą wspierać także w trudnych chwilach. Mam nadzieję, że w Bielsku nadal więcej będzie tych drugich. Nauczyłem się już jednak komentarze odstawiać  na bok i robić swoje.

 

 

Odczuwasz presję w trudnych momentach, wychodząc na trudne mecze?

Kiedyś miałem z tym problem, ale teraz dojrzałem już do takich sytuacji. Najtrudniej było, gdy nie mogłem się przebić do składu. Wtedy pojawiają się też negatywne opinie i człowiek wbija sobie do głowy rzeczy, których nie powinien. Minęło kilka lat i już jestem odporny na takie problemy. Wierzę w swoje umiejętności. Moim zdaniem, gdy jest się piłkarzem na poziomie ekstraklasy to nie może to być przypadkiem. Nie czuję już presji, tylko – jak już powiedziałem wcześniej – robię swoje.

 

Twój największy sukces?

Utrzymanie w ekstraklasie i bramka strzelona w ostatnim meczu z Widzewem. To było zwieńczenie całego sezonu. Wydaje mi się, że niezłego w moim wykonaniu. Ten gol to była taka wisienka na torcie. Przeżywaliśmy wtedy ciężkie chwile i ten sezon na pewno zapamiętam na długo.

 

Niepowodzenie?

Nie było jednego konkretnego. Ale kilka pojedynczych z pewnością tak. Na pewno kolejne wypożyczenia. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Byłem tutaj na miejscu, grałem, a tu nagle… gong i wypożyczenie. To były trudne momenty, bo nie widziały mi się te wypożyczenia.  Z perspektywy czasu wiem, że one mi wyszły na dobre, ale wtedy było ciężko. Byłem po prostu przekonany, że na danym etapie w tej kadrze która tu była mogłem sobie poradzić, a mnie wysyłano do innych klubów.

 

A niewykorzystana sytuacja w meczu z GKS-em Bełchatów w kluczowym meczu o utrzymanie nie śniła Ci się po nocach?

Tak, teraz kibice mogą oglądać mecze w telewizji i wiele osób mnie o tą sytuację pytało. Utrzymaliśmy się, więc myślę że kibice o tym zapomnieli i mi wybaczyli. Gdybyśmy spadli to zostałoby to w pamięci na dłużej i byłyby rozterki. Pierwszy dzień po meczu był bardzo trudny, miałem do siebie wielkie pretensje. Pocieszałem się jednak tym, że nie tacy zawodnicy jak ja marnowali doskonałe sytuacje. Na szczęście tydzień po tej sytuacji strzeliłem bramkę Lechii i to mnie nakręciło do tego, aby o całej sytuacji zapomnieć.

 

Przyjaciel z boiska.

Powiem szczerze, że nie mam wielkiego przyjaciela z boiska. Mam wielu fajnych kolegów. .

 

Przeciwnik, z którym grało się najtrudniej?

Każdy przeciwnik na poziomie ekstraklasy jest wymagający i żeby sprostać wyzwaniu trzeba się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. Jest w ekstraklasie kilku ciekawych zawodników, przeciwko którym ciężko się gra. Dwa razy grałem przeciwko najlepszej drużynie w Polsce, jaką - moim zdaniem - jest w chwili obecnej Legia. A w niej Jędrzejczyk, którego już nie ma w Warszawie, ale miałem okazję przeciwko niemu zagrać. To twardy zawodnik i ciężko się przeciwko niemu grało.

 

Jesteś osobą rozpoznawalną na ulicy?

Wiele osób mnie kojarzy dzięki  telewizji, która transmituje wszystkie mecze. W Andrychowie często chłopcy z pierwszej, drugiej klasy, którzy zaczynają grać na Orlikach, mówią mi dzień dobry i uśmiechają się do mnie. Wiele osób, które regularnie oglądają mecze zaczepia mnie na ulicy pytając o różne sytuacje.

 

Niedawno zostałeś ojcem. Jak wpłynęło to na Twoje życie?

Jestem przeszczęśliwy. Tak się złożyło że przez kontuzję mam teraz troszkę więcej czasu dla rodziny i staram się go jak najlepiej wykorzystać. Czas mija bardzo szybko, na razie minął miesiąc, ale już za niedługo trzeba będzie dać synowi piłkę i iść na boisko (śmiech).

Żałuję, że nie udało się w tych kliku meczach, w których grałem strzelić gola i zrobić kołyski, którą potem pokazywałbym na filmie synowi.

 

Zainteresowania poza piłką?

Nie mam jakiegoś drugiego wielkiego hobby. Nie chcę tu mówić o kinie, czy tego typu innych rzeczach. Po prostu, gdy mam ochotę obejrzeć film to zabieram żonę i idziemy do kina. Nie mam natomiast zainteresowań poza piłką, o których mógłbym powiedzieć, że to moja pasja.

 

Szklanka jest dla Ciebie do połowy pusta czy do połowy pełna?

Pełna. Zdecydowanie wolę optymistyczne podejście, nie widzę innego rozwiązania jak patrzenie do przodu.

 

Piłkarskie marzenie?

Zagrać przynajmniej sto meczów w ekstraklasie.

 

Życzę Ci tego i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Komentarze: