Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Ojrzyński: powrót trudniejszy niż utrzymanie

Dodany: 2013-10-29 22:17:28
Mecz z Ruchem pokazał duże, duże rezerwy w tych chłopcach. Ja jestem tutaj po to, aby te rezerwy uruchomić i wyeliminować błędy, których popełniliśmy mnóstwo - mówi trener Leszek Ojrzyński w obszernym wywiadzie udzielonym naszemu portalowi.

 

foto: spokofoto.com

 

Miał Pan już okazję przeprowadzić kilka treningów i poznać zawodników. Czy ma Pan już wizję gry Podbeskidzia?

Musimy się dopasować do tego kim dysponujemy.  Pod uwagę zawsze będziemy brać zawodników gotowych do gry i przeciwnika, z którym będziemy grali. To przede wszystkim będzie determinowało nasz sposób i styl gry w danym meczu. Mądrzejszy będę po kilku spotkaniach.  Jedno już za mną i sporo mi ono już dało. Zawodnicy, którzy będą się dobrze spisywali na treningach będą otrzymywali ode mnie szansę w meczach, jeśli tylko będą pasowali do przygotowanej przeze mnie taktyki na dane spotkanie. Mecz z Ruchem pokazał duże, duże rezerwy w tych chłopcach. Ja jestem tutaj po to, aby te rezerwy uruchomić i wyeliminować błędy, których popełniliśmy mnóstwo.

 

Najtrudniejsza sytuacja jest w ataku. Czy będzie pan, podobnie jak trener Michniewicz, próbował eksperymentować z ustawieniem tej formacji i przeniesieniem do przodu zawodników z innych pozycji?

Wszystko jest możliwe. W Koronie postawiłem raz na Pavola Staňo, który jest nominalnym stoperem i to się opłaciło. Jest więc „Telich”, są też inni zawodnicy, którzy mogą zagrać z przodu i oni też będą otrzymywać szanse. Czy będę zmuszony, aby tą formację zmieniać - pokaże czas. Pewne pomysły chodzą mi po głowie, ale muszą one dojrzeć abyśmy zobaczyli je na placu gry. Wszystko zweryfikuje kilka najbliższych meczy.

 

Czy można już mówić o planach personalnych zmian w okresie zimowym?

Na to na razie za wcześnie. Dla nas najważniejszy jest najbliższy mecz. Na razie myślimy o tym, żeby mieć na swoim koncie więcej punktów. Przed nami ciężkie mecze, ale musimy tak grać, aby zdobywać punkty. Po rozgrywkach, w połowie grudnia, będziemy myśleli kogo pozyskać. Trzeba pamiętać, że to zależy nie tylko od trenera, ale także - a może przede wszystkim - od możliwości klubu. Oczywiście otrzymuję różne sygnały o ciekawych zawodnikach i nie odrzucam tego, ale dla mnie najważniejszy jest najbliższy mecz i na nim się skupiam.

 

Z czego, Pana zdaniem, wynika zmiana gry Podbeskidzia w stosunku do rundy wiosennej?

Jestem daleki od takich porównań. Każdy pamięta najlepsze czasy i chciałby ich powtórzenia. To co było nie jest już jednak ważne. Wszyscy chcieliby, aby Podbeskidzie strzelało bramki i wygrywało większość meczy. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma tu już Dejmana, brakuje Paweli i Chmiela. To jest trójka, która decydowała o sile ofensywnej zespołu. Gdyby podliczyć zaangażowanie przy strzelanych bramkach to śmiem  twierdzić, że ta trójka uczestniczyła w siedemdziesięciu procentach akcji bramkowych Podbeskidzia. Teraz w większości spotkań tych trzech ludzi nie mamy. Gra musi więc inaczej wyglądać, potrzeba też czasu aby to „zatrybiło”. W pierwszym meczu sezonu Podbeskidzie strzeliło dwa gole i to był dobry prognostyk. Potem coś się jednak zacięło i trwa tak do dnia dzisiejszego.

 

Co nowego podpatrzył Pan podczas stażu w Niemczech i czy wykorzysta Pan to w pracy w Bielsku?

Nie wykorzystałem tego stażu, gdyż już w trzecim dniu pobytu w Niemczech dostałem sygnał z Bielska, że Podbeskidzie jest zainteresowane moją osobą i podjąłem szybką decyzję. Takie jest życie trenera, że nie zna dnia ani godziny. Przeprosiłem więc osobę, która mi ten staż zorganizowała, spakowałem się i wróciłem do kraju. W Niemczech obejrzałem tylko jeden mecz w Bundeslidze i jeden w Drugiej Bundeslidze. Zobaczyłem też rozruch i trening wyrównawczy. We wtorek chciałem być jeszcze na Lidze Mistrzów. Mieliśmy bilety na mecz Schalke-Chelsea, ale niestety trzeba było obejść się smakiem, bo praca jest ważniejsza. W poniedziałek wieczór wyjechaliśmy do Polski.

 

Decyzja o przyjęciu funkcji w Podbeskidziu była więc bardzo szybka.

Tak. Chciałem tu przyjechać  ze swoim asystentem, z którym przebywałem też w Niemczech. Działacze na to przystali i to przyspieszyło moją decyzję. Podjąłem się niełatwego wyzwania i zrobię wszystko, aby Podbeskidzie pozostało w ekstraklasie. Taki postawiliśmy sobie cel, a jak będzie zobaczymy na koniec sezonu - 31. maja. Będziemy mądrzejsi dokładnie w moje urodziny, bo właśnie 31. maja mam urodziny.

 

Co chciałby Pan przekazać kibicom Podbeskidzia na początku swej pracy w Bielsku?

Chciałbym aby kibice, zawodnicy i działacze stanowili jedną rodzinę. Jeśli kibice wspomagali nas będą dopingiem to chłopakom będzie się lepiej grać. Musimy się nawzajem wspierać, a ja będę robił wszystko, aby gra wyglądała jak najlepiej. Nie może nam zabraknąć przede wszystkim ambicji i będę próbował dotrzeć do chłopaków, aby pod tym względem mecze wyglądały wzorowo. Wtedy zwiększymy szanse na to, aby wygrać. Ci, którzy będą tu mieć za duże rezerwy nie będą grać w Podbeskidziu. Naszym obowiązkiem jest dawać z siebie wszystko i za to nam płacą.

 

Największy sukces w dotychczasowej karierze trenerskiej?

Sukcesów nie ma. To nie jest kariera tylko sposób na życie i przede wszystkim praca. Tak to traktuję mając nadzieję, że sukcesy przyjdą. Mierzę wysoko. O sukcesach można mówić, gdy się zdobywa mistrza Polski albo gra w europejskich pucharach. Inne rzeczy można nazwać  małymi sukcesami, które są stopniami do tych najwyższych. Udawało mi się trzy razy awansować z niższej do wyższej ligi, ale uważam to bardziej za doświadczenie w pracy niż sukcesy.  Myślę, że sukcesy będą przede mną.

 

Niepowodzenia?

Każda porażka w meczu ligowym. Brak dotarcia do zawodnika. Są to też bardzo cenne doświadczenia, bo porażki mogą ci pokazać na kogo możesz liczyć. Jest powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, a porażka to zawsze bieda. Niepowodzenie jednak czasami jest wręcz niezbędne aby się rozwijać i być mocniejszym. Zawsze powtarzam piłkarzom, aby wyciągali z porażek plusy.

 

Pana wzór trenerski?

Nie mam takiego. Z każdego trenera próbuję wychwycić dobre i mądre rzeczy. Człowiek jest tylko człowiekiem i nawet najlepsi, którzy na pewnym etapie są dla ciebie wzorem, robią błędy i postępują nie tak jak powinni. Nie patrzę więc ślepo w jedną szkołę trenerską czy jednego trenera. Mądre rzeczy próbuję wychwycić od najlepszych, bo oni są automatycznie najmądrzejszymi trenerami. Oni też przechodzili przez porażki, odnosili zwycięstwa.  Można wymieniać takich trenerów jak Ferguson, Wenger czy Klopp. Guardiola też ma teraz drugie wyzwanie i daje sobie z tym na razie radę. Mourinho, którego Chelsea chciałem zobaczyć na żywo, wraz z cała meczową otoczką.

 

A trenerskie marzenie?

Zdobyć mistrza Polski albo zagrać w europejskich pucharach. Podchodzę jednak do tego spokojnie, bo na naszym podwórku to jest dopiero mój drugi klub. Fajnie byłoby się jednak sprawdzić na arenie międzynarodowej i myślę, że jak wytrwam w tym zawodzie to te chwile nadejdą. W jakim klubie będę wtedy pracował, ciężko mi odpowiedzieć.

 

Życzę, aby jak najdłużej pracował Pan w Podbeskidziu i przynajmniej jeden z tych sukcesów zrealizował tutaj.

Też sobie tego życzę, tym bardziej że stadion rośnie w oczach i przydałaby się tutaj duża piłka. Stopniowo, powoli trzeba do tego dążyć. Na razie mamy cel utrzymania w Bielsku ekstraklasy. Tym bardziej, że wrócić do ekstraklasy jest bardzo ciężko. Sądzę, że powrót jest trudniejszy niż utrzymanie.

 

Jak się Pan czuje w Bielsku-Białej? Miał Pan okazję zobaczyć już miasto?

Nie, poznaję miasto zza szyby samochodu. Mam dużo pracy, chcemy wprowadzić sporo nowych rzeczy. Poznaję zawodników. Wczoraj mieliśmy dwa treningi, dziś analizujemy najbliższego przeciwnika (wywiad przeprowadzany był we wtorek - przyp. red.). Planujemy już też okres przygotowawczy w zimie.

Jak będzie przerwa na kadrę to może uda się złapać trochę oddechu i zwiedzić miasto. Miałem okazję tu kilka razy grać i raz udało mi się znaleźć w centrum i na Starówce. Moja koleżanka grała tu w piłkę siatkową i gdy się z nią spotkałem, pokazała mi Stare Miasto. Trafiliśmy wtedy na jakiś piknik, ale to już było kilka lat temu.

 

Uchyli Pan rąbka tajemnicy ze swojego życia prywatnego?

Mam dwójkę dzieci, z czego bardzo się cieszę. Córka ma trzynaście, a syn jedenaście lat. Żona ma na imię Urszula. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Mam taki a nie inny zawód i rozłąki są tutaj wliczone, ale w trzech pracach poza domem rodzina była ze mną. Teraz została w Kielcach, bo liczyłem, że tam dokończę ten sezon. Po trzech kolejkach plany zostały zweryfikowane. Jestem w Bielsku-Białej, ale rodzina zostanie w Kielcach. Jakoś trzeba będzie z tym żyć, bo taka jest kolej rzeczy.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Komentarze: