Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Zajac: Nie przejmuję się swoim wiekiem

Dodany: 2013-11-22 21:16:07
Teraz moim marzeniem jest zagrać na nowym obiekcie w Bielsku-Białej. Zagrać i parę lat pograć, oczywiście w ekstraklasie - mówi Richard Zajac w kolejnym wywiadzie z serii "Druga Strona pyta".

 

Foto: K. Dzierżawa/tspodbeskidzie.pl

 

Mimo 37 lat cały czas prezentuje Pan wysoki poziom. Jak długo zamierza Pan grać?

Nie przejmuję się swoim wiekiem, tym bardziej że w wielu ligach grają bramkarze o wiele starsi ode mnie. Do czterdziestki w ekstraklasie można grać. Jak będzie dopisywało zdrowie i będzie ktoś chętny to ja jestem gotowy.

Który z klubów jest dla Pana ważniejszy? Dukla Bańska Bystrzyca, w której spędził Pan dwanaście lat czy Podbeskidzie?

Każdy z tych klubów ma miejsce w moim sercu. W Dukli piłkarsko się wychowałem, tam zobaczyłem wielką słowacką piłkę, miałem kontakt z reprezentacją kraju. Fajny okres, choć krótszy,  spędziłem też w Dubnicy. Jeśli chodzi o Bielsko, to mam nadzieję, że to jeszcze kilka lat potrwa.

Która z lig jest lepsza – polska czy słowacka?

Na Słowacji grałem już kilka lat temu, więc trudno to porównywać. Patrząc na wyniki sparingów, które są rozgrywane to wychodzi to raczej na korzyść zespołów słowackich.

Słowaccy piłkarze jednak chętnie przyjeżdżają do Polski. Z czego to wynika?

W moim przypadku, po prostu nie miałem pracy. Dostałem propozycję i podjąłem szybką decyzję, której absolutnie nie żałuję. Spędziłem tu do tej pory fajny okres, w każdym sezonie graliśmy o jakąś stawkę – utrzymanie lub awans. W Polsce są lepsze warunki treningowe, na pewno także finansowe. Ogromnie ważne jest też to przed iloma kibicami gra się na Słowacji i w Polsce. Tutaj są piękne stadiony i dużo kibiców. W ogóle macie fajnych kibiców.

Jak to było z Pana przygodą w reprezentacji Słowacji?

Pierwszy sezon po awansie do słowackiej ekstraklasy był w wykonaniu Dukli, w której grałem, bardzo udany. Zdobyliśmy wicemistrzostwo, przegrywając tytuł z Żyliną tylko gorszym stosunkiem bezpośrednich meczów. Fajnie wtedy broniłem, zauważyli mnie trenerzy reprezentacji i byłem na kilku zgrupowaniach. Niestety nie udało się zagrać.

Wystąpił Pan w meczu nieoficjalnym.

Tak, bodajże podczas zgrupowania na Cyprze graliśmy mecz z Kuwejtem i tam wszedłem na dwadzieścia minut, ale był to mecz nieoficjalny.

Skąd się Pan wziął w Bielsku-Białej?

Kontrakt z Dębnicą rozwiązałem ze względu na problemy finansowe i szukałem nowego klubu. Pojawiła się  oferta z Bielska-Białej i się na nią zdecydowałem.

O miejsce w bramce rywalizuje Pan w tym roku z drugim Słowakiem - Rybanky’m. Czy czuje Pan jego oddech na plecach?

Tak się złożyło, że rywalizuję z innym Słowakiem. Nie można także zapominać o młodym Piotrku Adamku, który także się włącza w tą rywalizację. Przez kontuzję od początku sezonu zaczął bronić kolega, potem przyszedł trener Ojrzyński, który postawił na mnie. Do tego doszła kontuzja Rybansky’ego i wychodzi na to, że to ja bronię.

Ale z Pana punktu widzenia, lepiej jest mieć silnego rywala do bramki czy jednak łatwiej jest, gdy ma się pewne miejsce w składzie?

Wszyscy mówią, że konkurencja jest potrzebna. Mnie tez wydaje się, że tak ma być. Ważne jest jednak także to, aby trener poukładał to tak, żeby każdy wiedział gdzie jest jego miejsce. Dla mnie ważne jest poczucie zaufania ze strony trenera. Wtedy wychodzi to na dobre dla wszystkim.

Najważniejsze wydarzenie w karierze?

Fajnie wspominam kilka wydarzeń. Na Słowacji były to awans do ekstraklasy, wicemistrzostwo kraju, potem występy w Lidze Europy, wtedy jeszcze nazywanej Pucharem UEFA. W Bielsku-Białej było utrzymanie w pierwszej lidze, potem od razu awans do ekstraklasy. Same fajne rzeczy. Teraz będzie nowy stadion. Cały czas coś się dzieje.

A najtrudniejszy moment ?

Chwile zwątpienia pojawiają się w momencie kontuzji. Człowiek zastanawia się, czy jest to już koniec kariary, czy uda się jeszcze ją kontynuować. Podobnie było teraz. Na szczęście zawsze udało mi się pozbierać i wracać do gry.

Bramkarskie błędy mają duże konsekwencje i są na długo zapamiętywane. To pod tym względem chyba najtrudniejsza pozycja na boisku. Pamięta Pan interwencję, która nie powinna się przytrafić, a potem śniła się po nocach?

Wpadki zawsze się bramkarzom zdarzają, nawet tym najlepszym. Nie jestem wyjątkiem. Parę ich się zdarzyło i są w pamięci, ale nie będę ich kibicom przypominał (uśmiech). Rola bramkarza jest ciężka, ale wiedziałem co wybieram i nie narzekam. Taka jest piłka, w jednym meczu jest się bohaterem, w innym antybohaterem.

A o czym, myśli bramkarz stając na linii podczas rzutu karnego?

Na pewno bardzo chce tego karnego obronić. Tak jak pamięta się bramkarskie błędy, tak samo jest z obronionymi karnymi. U mnie z tym bronieniem karnych nie jest źle. Mam nadzieję, że tak pójdzie dalej.

Przygotowując się do gry z konkretną drużyną, analizuje Pan jak jej zawodnicy strzelają karne?

To zależy od sztabu szkoleniowego. Niektórzy trenerzy bramkarzy zwracają na to większą, niektórzy mniejsza uwagę. Są tacy, którzy pokazują strzały w internecie. Często się też zdarza, że kolega z drużyny znający strzelca podpowiada, że ten zawodnik w życiu nie strzelał w inną stronę.

Pana piłkarski wzór?

Przez lata podobał mi się Gianluigi Buffon. Można nawet powiedzieć, że jest on dla mnie „macho”. Bardzo mi się podoba jego styl gry, choć nawet jemu zdarzają się wpadki.

Przyjaciel z boiska?

Ze wszystkimi kolegami z drużyny mam dobre relacje, ale takiego „megakolegi” nie ma. Bardzo dobry kontakt miałem z Sylwkiem Patejukiem, gdy grał tutaj w Podbeskidziu. Sylwek ma żonę z Cieszyna i do dziś spotykamy się zawsze gdy tutaj przyjeżdża.

Te dwa gole we Wrocławiu w tym nie przeszkodziły?

Trochę tak Po meczu mówiłem mu, żeby już do mnie nie dzwonił (śmiech). Żartuję oczywiście. Przynajmniej on się wypromował w tym meczu. 

Piłkarskie marzenie?

Za późno na marzenia (śmiech). Jak każdy kto kopał w piłkę, marzyłem o graniu w najwyższej klasie rozgrywkowej w swoim kraju. To mi się udało. Otarłem się o reprezentację, choć tutaj mogło być lepiej. Dziesięć lat temu nie było tylu menadżerów i możliwości wyjechania z kraju.

Teraz moim marzeniem jest zagrać na nowym obiekcie w Bielsku-Białej. Zagrać i parę lat pograć, oczywiście w ekstraklasie.

Parę lat grania jeszcze przed Panem, ale już teraz Pan myśli o karierze trenerskiej. To jest Pana pomysł na życie po zakończeniu kariery zawodniczej?

Jasne. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez piłki. Wiadomo, że nie będę mógł bronić do końca życia. Chcę więc zostać trenerem. Mam już najwyższą słowacką licencję jako trener bramkarzy, a jako normalny trener pracuję nad licencją UEFA A. Najbardziej jednak interesuje mnie praca  bramkarzami i powoli chcę się wkręcić w akademię bramkarską w naszym klubie i zobaczymy co z tego wyjdzie

Świetnie mówi pan po polsku, ale oczywiście posługuje się pan językiem słowackim, który jest dla Polaków bardzo śmieszny. Was – Słowaków – jest w szatni Podbeskidzia kilku. Czy zdarzają się w związku z tym jakieś śmieszne sytuacje.

Język polski dla Słowaków jest jeszcze  śmieszniejszy. (śmiech) A ciekawe sytuacje, oczywiście że się zdarzają. Na początku każdy Słowak i Czech zwraca uwagę na słowo szukać, które u nas ma zupełnie inne znaczenie. (śmiech) Dla mnie absolutną bombą jest słowo korkociąg. W drugą stronę to zresztą tez działa, bo po słowacku to vývrtka.

Często Pan podkreśla, że w Bielsku-Białej czuje się Pan bardzo dobrze. Czy po czterech spędzonych tutaj latach jest Pan już bielszczaninem?

Ja mogę się tak czuć, ale nie wiem czy przyjęli by mnie między siebie stuprocentowi bielszczanie. Czuję się tutaj jak w domu. Tutaj mam swoje mieszkanie, dzieci chodzą tu do szkoły i do przedszkola. Tutaj także zaplanowane mamy z rodziną najbliższe lata.

A jakie są Pana ulubione miejsca w Bielsku?

Jest ich kilka. Moje mieszkanie, na pewno stadion i kilka miejsc w okolicach miasta. Bielsko-Biała jest bardzo podobne do Bańskiej Bystrzycy. Nie tylko tym, że zaczyna się dwa razy na „B”, ale wokół Bańskiej Bystrzycy – podobnie jak tutaj – są same góry, czego zazdroszczą Bielsku chyba wszyscy w Polsce.

Rodzinie i znajomym ze Słowacji Bielsko też się podoba?

Tak. Gdyby ich w podróży uśpić i obudzić tutaj, to mogliby nie poznać czy są w Bańskiej Bystrzycy czy w Bielsku-Białej.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Czytaj inne wywiady z cyklu "Druga Strona pyta".

Komentarze: