Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Dariusz Łatka: Chciałbym jeszcze pograć

Dodany: 2014-02-10 06:55:58
Trenowanie, wyjazdy na obozy, mecze. Ta adrenalina sprawia, że chciałbym jeszcze pograć - mówi Dariusz Łatka w kolejnej rozmowie z cyklu Druga Strona pyta.

 

Dariusz Łatka,  ur. 14 września 1978 w Krakowie, defensywny pomocnik mogący także grać na prawej obronie. Piłkarską karierę rozpoczynał w Wawelu Kraków. Następnie trafił do Wisły Kraków, w której barwach w 1998 roku zadebiutował w ekstraklasie. Brak miejsca w składzie spowodował, że trafił z powrotem do Wawelu i Hutnika Kraków. W 2002 roku został zawodnikiem Jagiellonii Białystok, gdzie szybko stał się liderem środka pola. Jego dobra gra spowodowała, że zainteresowanie nim wyrażały klubu z ekstraklasy polskiej oraz belgijskiej. W Jagiellonii jednak pozostał do końca 2008 roku, potem podpisał kontrakt z Koroną Kielce. Od 2010 roku gra w Podbeskidziu Bielsko-Biała, z którym awansował do Ekstraklasy.  W barwach Górali rozegrał 102 mecze.

Dariusz Łatka. Foto: spokofoto.com

Gdyby ktoś nieznający Dariusza Łatki zobaczył na jego statystyki mógłby stwierdzić, że to dwumetrowy, potężnie zbudowany zawodnik. Tymczasem jest Pan filigranowym, drobnym piłkarzem. Skąd się w Pana grze pojawiła ta nieustępliwość i twardość?

Ciężko powiedzieć. Jestem obdarowany takimi a nie innymi warunkami fizycznymi. W kategoriach młodzieżowych grałem z zawodnikami, którzy byli ode mnie więksi.  Trzeba się było jakoś znaleźć w tej piłce. Mogłem się  przebić tylko charakterem. To przygotowało mnie do gry w kategoriach seniorskich i było czynnikiem, dzięki któremu mogłem się w naszej piłce przebić i zagrać w ekstraklasie.

A czy ta przypięta do Pana, nomen omen, łatka zawodnika grającego bardzo twardo, doskwiera Panu czy jest raczej powodem do dumy?

 Nie jestem na boisku brutalem. Nie otrzymuję czerwonych kartek za faule. W tym roku raz zszedłem z boiska, ale to była konsekwencja głupich żółtych kartek. Jedną z nich dostałem za rzekome dyskusje, gdy chciałem zapytać o to czy wolny jest na gwizdek czy nie. Natomiast chyba nigdy nie dostałem bezpośrednio czerwonej kartki za faul.  W obecnym sezonie jest też sporo zawodników, którzy mają dużo więcej kartek ode mnie. Gram na pograniczu faulu, ale tego często wymagają trenerzy. W zespole nie może być jedenastu takich samych piłkarzy. Nie wszyscy mogą zajmować się kreowaniem gry. Ktoś musi na nich pracować. Tak jest w moim przypadku. Większe predyspozycje do kreacji gry mają Maciek Iwański, Anton Sloboda czy Adam Deja.  Czasami przerwanie akcji faulem jest też ważnym elementem gry. Nikt związany z Podbeskidziem nie mówił mi, ze gram brutalnie. A jeśli przeciwnicy tak uważają, to mi to nie przeszkadza.

Czy zdarzało się Panu kiedyś „polować” na zawodnika, aby odgryźć się za popełniony wcześniej na sobie faul?

Nie. Czasami na boisku zdarzają się oczywiście spięcia i utarczki słowne. Energia wyzwala się przez moment i popełni się głupi faul, ale nie jest to umyślne. Czasami takie sytuacje zdarzają się nawet na treningach. Taka jest piłka.

Czy prywatnie też jest Pan takim twardym i zdecydowanym jak na boisku?

Inni powinni mnie oceniać. Ale twardy chyba nie jestem, tylko na boisku się tak wyżywam (śmiech). Jestem bardzo ugodowy, nie mam z nikim problemów. Mam nadzieję, że moja żona to potwierdzi. Oczywiście zdarza się, że powiem nie, ale to w ekstremalnych warunkach.

Gra pan w Ekstraklasie 15 lat. To kawał czasu. Jak zmieniła się na przestrzeni lat piłka?

Nie można powiedzieć, że tyle gram bo kilka sezonów z Jagiellonią nie mogliśmy się do tej ekstraklasy dostać. Ale rzeczywiście zmieniło się wszystko. Począwszy od szatni. Gdy zaczynałem grę młodzi zawodnicy nie mogli za dużo powiedzieć w szatni. Kończyło się na dzień dobry, przepraszam i czy mogę usiąść. Młodzi mieli większy respekt do starszych zawodników. Dziś się to wszystko zmieniło. Nie pamiętam, żeby starsi nosili kiedyś bramkę. Nie mówię, że to jest złe czy dobre. Jak się nad tym kiedyś zastanawiałem, to wynika to głównie z tego, że kiedyś miało się więcej szacunku do zwykłego człowieka. Wtedy starszej osobie ustępowało się miejsca w tramwaju czy w autobusie. To uczyło też podejścia do spraw codziennych. Teraz mamy młodzież bardziej rozbrykaną, choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich.

Piłka też się zmieniła. Stała się grą zdecydowanie szybszą. Oczywiście zmieniły się też stadiony. Teraz każdy marzy o graniu w ekstraklasie na takich stadionach jakie mamy. W Bielsku też powstaje nowy stadion i każdy z obecnej ekipy marzy, aby zagrać na tym nowym obiekcie przy pełnych trybunach.

Zagrał Pan 119 meczów w ekstraklasie i nie udało się zdobyć bramki.

Wbrew pozorom aż tak dużo okazji nie miałem. Statystyka mówi, że nie mam umiejętności znajdowania się w sytuacjach strzeleckich oraz ich wykorzystywania. Trzeba pamiętać jednak o tym, że ze względu na swoje warunki fizyczne nie chodzę pod bramkę przeciwnika przy stałych fragmentów gry. Na ogół w takich sytuacjach asekuruję tyły. W ekstraklasie grałem na pozycjach prawego obrońcy i teraz defensywnego pomocnika, gdzie także moim zadaniem jest zabezpieczenie tyłów przed kontrą przeciwnika.

Gdy już w tych sytuacjach się znajdowałem to ich nie wykorzystywałem. Na pewno jest to jakiś minus, ale mi ta sytuacja nie przeszkadza. Ostatnio żona i koledzy śmiali się ze mnie, bo dziennikarze wybrali drużynę złożoną z zawodników, którzy nie strzelili bramki w ekstraklasie. Zostałem jej kapitanem, bo rozegrałem najwięcej meczów. Gdybym strzelił chociażby jedną, to by o mnie nie pisali. (śmiech)

Oczywiście chciałbym strzelać bramki, bo jest to coś fajnego. Strzelałem w niższych ligach i nawet jak na treningu coś się strzeli to jest to duża radość. Poniekąd zazdroszczę swoim kolegom którzy strzelają, ale każdy ma jakieś zadania do wykonania i na tym się skupiam, choć nie zwalnia mnie to ze strzelania bramek. Przede mną jest jeszcze jedna runda w Podbeskidziu i kto wie, może będę miał tą radość i uda się coś strzelić.

Defensywny pomocnik to często najmniej doceniany przez kibiców zawodnik.

Nie mogę tak powiedzieć. Dużo mam dowodów sympatii. Mieszkam w centrum i często idąc ulicą ludzie mnie zaczepiają. Ktoś powie, że fajnie zagrałem, ktoś mnie pozdrowi. To są fajne, miłe chwile. Cieszę się, że swoją grą zdobyłem sobie szacunek.

Jest Pan zawodnikiem, który rzadko zmienia kluby. Zastanawiał się Pan dlaczego tak jest? Czy to Pana świadomy wybór?

W większości tak. Gra w piłkę jest moją pasją i wypełnia moje życie. Nie ukrywam jednak, że lubię dobre życie, w dobrych miastach. Stąd odrzucałem propozycje z miejscowości, które były dla mnie niezbyt przyjazne do życia.

Białystok to bardzo ładne miasto, choć jak mi trener Łazarek pierwszy raz zaproponował to miejsce, to miałem duże obawy. Życie w Kielcach nie za bardzo mi służyło. W Bielsku łatwiej mi się było zaadoptować ze względu na Darka Kołodzieja, gdyż nasze rodziny znały się już dobrze z Krakowa. Mam tu już wielu przyjaciół, także spoza piłki. Mi i mojej rodzinie żyje się tutaj bardzo dobrze i jestem tu szczęśliwy. Gdyby tak nie było dawno bym stąd odszedł, bo kontakt odnawiany jest praktycznie co roku. Uważam, że codzienne życie ma wpływ na grę i formę w jakiej się jest.

Kraków, Białystok, Kielce, Bielsko-Biała. Które z tych miast jest Panu najbliższe?

Moim miastem rodzinnym jest Kraków. Udało się mi spełnić dziecięce marzenie zagrania w Wiśle. Duże znaczenie miał dla mnie Białystok. Tam grałem długi okres czasu, mam tam wielu przyjaciół. Dwa, trzy razy w roku staram się być w Białymstoku i spotykać się z wszystkimi. Ostatnio spędzałem tam Sylwestra. Z Kielcami związałem się najmniej, ale także mam tam parę osób, które bardzo miło wspominam. W Bielsku mieszka Darek Kołodziej, jest też parę osób, o których mogę śmiało powiedzieć, że nigdy się na nich nie zawiodłem i też są moimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że będziemy utrzymywać kontakty do końca życia. Mam zresztą taki plan, aby pomieszkać w Bielsku jeszcze kilka lat, choćby nawet grając gdzieś obok Bielska.

Kilka razy miał Pan oferty zagraniczne, jednak nigdy ich Pan nie przyjął?

Nie były to jakieś rewelacyjne oferty. Nie do końca chciałem się też ruszać z Polski. Moja małżonka pracuje i patrzymy nie tylko na dobro moje, ale również jej. Ona także ma swoją karierę i zapewne przez najbliższe lata będziemy się kierować bardziej jej dobrem. Wcześniej to ona wybierała pode mnie, teraz role się odwrócą. Niektórzy uwielbiają to, ja jednak nie lubię za bardzo zmieniać klubów.

Jest Pan jedynym zawodnikiem w historii Podbeskidzia, który miał w swoim kontrakcie premię za zdobycie mistrzostwa Polski. Zażyczył Pan sobie takiego zapisu po awansie do ekstraklasy.

Jestem trochę inaczej nauczony i często nie zgadzam się w tym zakresie z kolegami. Podpisując kontrakt powinno się wszystko uwzględniać. Większość zakłada, że będziemy grali o utrzymanie. Ale to są rozgrywki o mistrzostwo Polski. Wszystkie drużyny mają po zero punktów i nie wiadomo, jak się to potoczy. W tamtym sezonie był taki moment, że byliśmy w tabeli przed Lechem, który potem zagrał w pucharach. Nikt nie powiedział, że Podbeskidzie nie może zagrać w pucharach, nie może zdobyć mistrzostwa Polski. Dlaczego więc miałbym sobie pluć w brodę, gdybyśmy wygrali i nie dostałbym żadnej premii. Poniekąd jest to daleko idące myślenie, ale ono przecież nie zaszkodzi.

Największy sukces?

Zeszłoroczne utrzymanie się Podbeskidzia w Ekstraklasie.

A wydarzenie z kariery, które wywarło na Panu największe wrażenie i miało wpływ na dalsze losy?

Chyba debiut w Wiśle Kraków, która była wtedy naszpikowana gwiazdami. Udało mi się z nimi parę meczów zagrać. To był ogromny sukces, który wywarł wpływ na dalsze losy, bo moje nazwisko było już kojarzone.

Piłkarski wzór.

Nie mam takiego. Piłkarzem, którego bardzo lubię jest Francesco Totti. Kibicuję AS Romie, a wiadomo co Totti znaczy dla tego klubu. Poza tym jest wielu piłkarzy, których cenię i lubię patrzyć na ich grę.

Piłkarskie marzenie?

Na dzień dzisiejszy chciałbym, aby Podbeskidzie utrzymało się w ekstraklasie.

Przyjaciel z boiska.

Darek Kołodziej. Spędzamy ze sobą wiele czasu. Nasze rodziny są blisko ze sobą. Nasze żony chodziły ze sobą do tej samej szkoły, więc znamy się od bardzo dawna, jeszcze z czasów w Hutniku Kraków.

Zainteresowanie poza piłką?

Do tej pory piłka była całym moim życiem. Teraz urodził nam się syn i to on absorbuje mój czas, gdy nie jestem na treningach. Spotkało mnie to szczęście, że mogę obserwować jak się rozwija. Bardzo lubię też czytać książki, choć ostatnio mam na to mniej czasu. Zabierają mnie one do innego świata, bo czytam fantastykę. W ostatnim czasie moją ulubioną książką jest „Malowany człowiek”. Fajna sprawa.

Ulubione miejsce w Bielsku-Białej?

Bardzo lubię Rynek. W ogóle lubię mieszkać w centrum, w jakiejś kamienicy lub niewysokim bloku. Lubię miejsca, gdzie jest dużo ludzi, ruch. Bielsko jest cały czas odnawiane, pięknieją kolejne kamienice, super to wygląda. Bardzo lubię z żoną, teraz z wózkiem, przyjść na Rynek na spacer i kawę.

W Pana wypowiedziach słychać, że powoli liczy się Pan już z zakończeniem kariery piłkarskiej. Ma Pan już jakieś plany na przyszłość?

Zawsze chciałem był związany z piłką, pierwsze jako piłkarz, potem trener. Tak chciałem podbijać świat. Chcę spróbować swych sił jako trener, być lepszym trenerem niż zawodnikiem. Poczyniłem już jakieś kroki w tym kierunku jeśli chodzi o naukę. A czy to się sprawdzi, zobaczymy. Póki co piłka nadal mnie cieszy i chciałbym jeszcze pograć. Zastanawiałem się czy nie zająć się już trenowaniem młodzieży, czy jakiejś drużyny z niższej ligi, ale granie dalej mnie jeszcze kręci. Trenowanie, wyjazdy na obozy, mecze, ta adrenalina sprawia, że chciałbym jeszcze pograć. Nie wiem czy się uda tutaj w Bielsku, ale może jeszcze z rok się uda. Jak nie w Bielsku, to gdzieś obok. Ciężko to przewidzieć, gdy ma się kontrakt podpisany na jeden rok.

Dziękuję za rozmowę i życzę jeszcze wielu piłkarskich sukcesów w barwach Podbeskidzia.

Dziękuję.

 

Zobacz inne wywiady z cyklu "Druga Strona pyta".

 

 

 

Komentarze: