Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Druga Strona pyta, odpowiada Piotr Malinowski

Dodany: 2014-05-10 10:45:25
O tym czy lepiej czuje się w roli podstawowego zawodnika czy jokera, jak reaguje na słyszane z trybun "Malina, Malina" oraz wielu innych - związanych nie tylko z piłką nożną - tematach opowiada Piotr Malinowski w kolejnym wywiadzie z cyklu Druga Strona pyta.

 

Piotr Malinowski (ur. 25 marca 1984 w Częstochowie) - wychowanek UKS Beniaminek Częstochowa, z którego po roku przeszedł do częstochowskiego Rakowa. W 2007 roku trafił do Górnika Zabrze, w którym 5 sierpnia 2007 zadebiutował w ekstraklasie. Zawodnikiem Podbeskidzia został w 2009 roku. W barwach TSP zagrał ponad 100 spotkań, strzelając m.in. gole w meczach Pucharu Polski Wiśle Kraków i Lechowi Poznań.

Piotr Malinowski, foto: spokofoto.com

 

Jaki na co dzień jest Piotr Malinowski?

Jestem nieśmiałym człowiekiem, który zwykle nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Z natury jestem cichy i spokojny. W towarzystwie nie rzucam na lewo i prawo anegdotami…

Jednak gdy ten cichy i spokojny człowiek wchodzi na boisko, pojawia się błysk w jego oku, wstępuje w niego werwa i potrafi swoją postawą pociągnąć do lepszej gry cały zespół.

Piłka nożna to moja pasja. Dobrze się w nią czuję i lubię w nią grać. Sprawia mi to wielką radość.

A Pan swoją grą sprawia wielką radość kibicom, co wielokrotnie można było zauważyć słysząc z trybun gromkie „Malina, Malina”. Jak się Pan wtedy czuje?

Jest to niezwykle sympatyczne uczucie. W takich momentach czuję się bardzo doceniony przez kibiców. To mobilizuje do jeszcze lepszej gry.

W Bielsku-Białej zdobył Pan miano „jokera”. W tym roku jednak równie często zaczyna Pan grę w podstawowym składzie. Która z tych ról Panu bardziej odpowiada?

Celem jest gra od początku meczu. Po to się walczy w okresie przygotowawczym, trenuje, aby znaleźć się w podstawowym składzie. Tym bardziej, że wejście w roli zmiennika nie jest łatwe. Gdy drużyna remisuje, to czasami się uda zmienić oblicze meczu. Gdy się przegrywa   to jest o to zdecydowanie trudniej.

Panu jednak wiele razy udało się odmienić losy meczu. Nie trzeba zresztą daleko szukać. Wejście w ostatnim meczu z Jagiellonią bardzo pozytywnie wpłynęło na grę całego zespołu.

To prawda. Zależy to jednak od wielu okoliczności. Raz się wejdzie i jest fajnie, innym razem nic z tego nie wyjdzie. Piłka to gra zespołowa, to musi być reakcja całej drużyny.

W Podbeskidziu gra Pan na co dzień na skrzydle, jednak kilka razy trenerzy wystawiali Pana także w ataku, Jak się Pan czuje na tej pozycji?

Dużą część swojej przygody z piłką grałem  w ataku. Od dziecka trenowałem jako napastnik i jako junior grałem na takiej właśnie pozycji. Dopiero po przejściu do Górnika Zabrze trener Wieczorek ustawił mnie na pomocy. Gra w ataku nie jest więc dla mnie nowością. Nie robi mi dużej różnicy to czy jestem ustawiony w pomocy czy w ataku. Ważne, abym grał.

Zwraca Pan uwagę na to jak dziennikarze oceniają Pana występy?

Do pewnego momentu się tym interesowałem, czytałem gazety, obserwowałem oceny. Czasami te oceny nie są jednak adekwatne do gry. Mówię to nie tylko w odniesieniu do siebie, ale także innych zawodników, kolegów z którymi grałem. Teraz nie zwracam już na to uwagi.

A czy odczuwa Pan presję? W zasadzie drugi sezon Podbeskidzie cały czas gra mecze o utrzymanie się w lidze, Panu także niektórzy indywidualnie wyliczali minuty bez strzelonej bramki. Czy takie rzeczy mają wpływ na postawę?

Gdy wychodzi się na boisko, zapomina się o tym wszystkim. Ja nie zwracam na to uwagi.

Mówi się o Panu jako o zawodniku, który lepiej gra wtedy, gdy czuje zaufanie trenera. Z różnymi szkoleniowcami Pan pracował. Czy rzeczywiście jest tak, że nastawienie trenera wpływa na postawę na boisku?

Nie wiem skąd wzięły się takie poglądy. Trenerzy są różni, jedni więcej rozmawiają z zawodnikami, inni mniej. Myślę, że pewności siebie nabiera się samemu poprzez pracę na treningach i postawę podczas meczów. Oczywiście nastawienie i  zaufanie trenera jest ważne i w niektórych momentach pomaga ale nie jest najważniejsze.

Ma Pan swój piłkarski wzór?

Nie, nie mam. Kiedyś podziwiałem Michaela Owena, teraz takiego wzorca nie mam. Są jednak oczywiście zawodnicy, których gra mi się podoba. Są to ci, którzy znajdują się na topie. Ich umiejętności są fantastyczne. Przede wszystkim trzeba jednak patrzeć na siebie i doskonalić swoje umiejętności, bo od patrzenia na innych lepszy nie będę.

Pana największy sportowy sukces?

Awans do Ekstraklasy wywalczony z Podbeskidziem. W tym samym czasie daleko zaszliśmy także w Pucharze Polski i  to był jeden  lepszych okresów w mojej przygodzie z piłką. Niewiele brakowało, abyśmy wywalczyli awans do finału Pucharu Polski, a wtedy nie wiadomo jakby się to dalej potoczyło.

Piłkarskie marzenie?

Od dziecka chciałem zagrać w reprezentacji Polski. Nadal o tym marzę. Nigdy nic nie wiadomo.

Jest Pan w Podbeskidziu już od sześciu lat. Jak się Pan czuje w Bielsku-Białej?

Czuję się tutaj bardzo dobrze. Jest to fajne miasto, fajny klub. Podoba mi się tutaj. Niedaleko mam stąd do rodzinnej Częstochowy. Pod każdym względem czas spędzony w Bielsku-Białej oceniam pozytywnie.

Wolny czas spędza Pan w Bielsku-Białej czy jednak, gdy tylko nadarzy się okazja wyjeżdża Pan do Częstochowy?

Różnie. To zależy od okoliczności. Czasami wolne chwile spędzam w Bielsku, czasami wyjeżdżam do Częstochowy.

Czy ma Pan w naszym mieście jakieś ulubione miejsca?

Bardzo podobają mi się góry. W wolnym czasie staram się po nich troszkę pochodzić.  Nie mam jednak konkretnych, ulubionych miejsc.

Czym się Pan interesuje poza piłką nożną?

Lubię pracować na komputerze. Konkretnie interesuje mnie zastosowanie programów graficznych. Lubię na przykład tworzyć grafikę 3D.

Jest Pan jednym z najlepiej wykształconych piłkarzy. Kiedy zdążył Pan ukończyć studia? Od wielu lat zawodowo gra Pan przecież w piłkę.

Na studia na Politechnice Częstochowskiej poszedłem od razu po ukończeniu liceum w Częstochowie. W Rakowie, gdzie wtedy trenowałem, było wielu młodych zawodników, którzy także studiowali. Trener był temu przychylny i dostosowywał godziny zajęć w klubie, tak abyśmy mogli pogodzić treningi z naszymi obowiązkami na uczelni. Tak ukończyłem studia inżynierskie, a potem przyszedł czas na magisterskie. Ostatni rok tych studiów grałem już z Zabrzu, ale otrzymałem indywidualny tok i też jakoś udało się to pogodzić. Niezmiernie się z tego cieszę.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej zamierza Pan pracować w wyuczonym zawodzie czy jednak myśli Pan o zajęciu związanym z piłką nożną?

Nie zastanawiałem się nad tym. Z trenerką raczej nie chciałbym mieć nic wspólnego, choć nigdy nie wiadomo jak się los ułoży. Z kolei jeśli chodzi o wyuczony zwód, to od czasu ukończenia studiów minęło już trochę czasu, sporo się zmieniło i pewnie musiałbym zrobić jeszcze jakieś studia podyplomowe, aby myśleć o pracy w zawodzie.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu udanych lat na boisku, najlepiej w barwach Podbeskidzia.

Dziękuję.

Komentarze: