Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Górkiewicz - na dobre i na złe z Podbeskidziem

Dodany: 2014-06-06 11:56:33
Nigdy nie ukrywałem, że ten region i samo Podbeskidzie są mi bardzo bliskie. Tutaj się wychowałem, spędziłem tu kilkanaście lat przygody z piłką - mówi Tomasz Górkiewicz w kolejnym wywiadzie z cyklu "Druga Strona pyta".

 

Tomasz Górkiewicz urodził się 28 stycznia 1985 roku w Wadowicach, grę w piłkę zaczynał w Strumieniu Polanka Wielka, jednaj już w wieku 15 lat przeszedł do dzisiejszego Podbeskidzia (wówczas BBTS). Debiutu w ligowym meczu Podbeskidzia doczekał się w kwietniu 2005 roku. Dwukrotnie był wypożyczany do Walcowni Czechowice-Dziedzice, pół roku spędził też w pierwszoligowej wówczas Polonii Bytom. W barwach Podbeskidzia zagrał ponad 150 razy, w tym 50 w T-Mobile Ekstraklasie.

Tomasz Górkiewicz (z prawej) po strzeleniu gola Wiśle Kraków w 1/8 Pucharu Polski (marzec 2011). Foto: Krzysztof Dzierżawa

 

Jest Pan jednym z najdłużej grających zawodników w Podbeskidziu. Jak wyglądały początki tej gry?

Zaczęło się od Pana Boreckiego, który ściągnął mnie do szkoły mistrzostwa sportowego. Byłem wtedy juniorem, a pierwsze powołanie na mecz mistrzowski otrzymałem na spotkanie z Cracovią u siebie, w ówczesnej drugiej lidze. Był to dla mnie wielki dzień. Potem włączony zostałem już na stałe do kadry pierwszego zespołu i wszystko się zaczęło.

Jest Pan jednym z pierwszych wychowanków szkoły.

Tak, dokładnie był to drugi rocznik liceum. Takie były moje początki w Bielsku. Potem wiele zmieniało się w klubie, byli nowi właściciele, nowe nazwy. Troszkę tego było.

Tylko Tomasz Górkiewicz cały czas jest ten sam. Na dobre i na złe z Podbeskidziem. Jest Pan chyba jedynym zawodnikiem z obecnej kadry, który był tutaj w najtrudniejszych momentach dla klubu, gdy ważyły się losy tego czy zespół nie zostanie wycofany z rozgrywek.

Nie ma się co oszukiwać, nasz klub nie jest potentatem finansowym. Zawsze było ciężko. Pamiętam takie czasy, gdy przez kilka miesięcy nie otrzymywaliśmy wypłat. To jednak jeszcze bardziej konsolidowało zespół i jakoś sobie radziliśmy. Kilka razy walczyliśmy w trudnych warunkach o utrzymanie. W takich właśnie chwilach poznaje się zespół. Klub miał problemy finansowe po tak zwanym „Galacticos”, gdy posprowadzano znanych zawodników i mierzono w awans. Nie udało się i przyszły słabsze czasy.  

Gdy w Bielsku grali „Galacticos” Pan był rezerwowym. Mimo tego nie opuścił Pan klubu. Po wypożyczeniach czy odejściu do Polonii Bytom szybko wracał Pan do Podbeskidzia. Miał Pan propozycje z innych zespołów czy świadomie związał się Pan z klubem ze swojego regionu i konsekwentnie stawiał na Podbeskidzie?

Nigdy nie ukrywałem, że ten region i samo Podbeskidzie są mi bardzo bliskie. Tutaj się wychowałem, spędziłem tu kilkanaście lat przygody z piłką. Propozycje były, ale nie podjąłem ryzyka. Były takie dwa momenty, gdy mogłem odejść i spróbować swoich sił w innym klubie, ale bałem się zaryzykować. Nie żałuję tego jednak widocznie tak miało być i cieszę się, że jestem w tym miejscu, którym jestem.

Mówiliśmy o trudnych czasach, ale jest też wiele miłych wspomnień. Co wspomina Pan najlepiej?

Dużo tego było. Na pewno mecze w Pucharze Polski, awans, potem utrzymanie w ekstraklasie. Wiadomo, że walka o utrzymanie to nie jest jakiś splendor, ale gdy wszyscy skreślali nas w walce o utrzymanie my mobilizowaliśmy się jeszcze bardziej. Pokazaliśmy, że walczymy do końca i że niemożliwe staje się możliwe.

Nie strzela Pan zbyt wiele goli, ale gdy już je Pan strzela to są to bramki ważne. Gol z Wisłą Kraków dał półfinał Pucharu Polski, na Legii pierwszą wygraną w T-Mobile Ekstraklasie, a ostatnio na Piaście najlepszy wynik w historii klubu. Nie wszyscy pamiętają, że strzelił Pan też gola w wyjazdowym meczu z Flotą Świnoujście w 2010 roku, który dał Podbeskidziu utrzymanie w I lidze za trenera Kasperczyka.Czy któreś w tych trafień wspomina Pan wyjątkowo?

Zawsze strzelenie bramki to miła chwila. Każdą z tych bramek dobrze pamiętam, Gol na Legii to był mój debiut w ekstraklasie. Strzelić na takim stadionie, przeciw takiemu klubowi to naprawdę coś fajnego. Gol z Wisłą też bardzo cieszył, bo wywalczyliśmy wtedy awans do półfinału Pucharu Polski. Na Flocie walczyliśmy o utrzymanie, więc ta bramka również była istotna. Może nie strzelam za dużo goli, ale każda bramka mnie cieszy i jest dla mnie ważna.

Czy atmosfera na trybunach jest dla Pana ważna? Dostrzega Pan doping czy raczej koncentruje się na samym meczu i to co dzieje się wokół jest drugorzędne?

Doping zawsze niesie. Czym więcej kibiców tym lepiej dla nas, zawodników. Zawsze lepiej gramy z dobrymi drużynami, na dużych stadionach. Bo choć wtedy doping nie jest dla nas, to on i tak mobilizuje. Namiastkę tego mieliśmy też w ostatnich meczach w Bielsku, z Widzewem czy Zagłębiem. Zaczęliśmy dobrze grać i stadion zaczął się zapełniać. Wiele osób z Bielska i okolicy przyjeżdża na mecze  i jest to bardzo przyjemne. O Podbeskidziu jest coraz głośniej i sam odebrałem sporo telefonów z moich rodzinnych Głębowic, skąd ludzie chcą przyjeżdżać na nasze mecze. Fajnie byłoby zagrać na tym nowym stadionie w Bielsku przy pełnych trybunach.

Z kim chciałby Pan zagrać na otwarcie tego nowego stadionu?

Najlepiej z Barceloną (śmiech). Tego się chyba jednak nie da załatwić. Dla nas nie jest ważne z kim, ważne aby ten stadion w pełnej krasie był otwarty. To z kim ma mniejsze znaczenie.

Jaki prywatnie jest Tomasz Górkiewicz?

Myślę, że normalnym spokojnym i rodzinnym facetem, który docenia to co dało mu życie . Niedawno na świat przyszedł mój syn i jest on dla nas z żoną teraz najważniejszy. Jest to dla mnie taki czas, gdy trzeba pomyśleć już także o przyszłości, gdyż w piłkę nie będę grał wiecznie.

Przed Panem jeszcze zapewne kilka lat grania. Czy ta przyszłość będzie jednak także związana z piłką nożną?

Gdy jest się tyle lat związanym z piłką to ciężko jest człowiekowi od niej uciec. Rozważam jednak różne warianty, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie życie. Zastanawiam się jak to będzie, ale mam nadzieję, że kilka lat jeszcze pogram i będę się mógł jeszcze tą piłką pocieszyć.

Czym się Pan interesuje poza piłką?

Lubię jeździć na rowerze. Mamy piękną okolicę, jest więc co zwiedzać. Lubię też dobrą muzykę i spacery z rodziną. Teraz te spacery są tym milsze, że możemy na nie zabierać naszego synka. Wolny czas często spędzam też ze znajomymi oraz staram się jak najczęściej odwiedzać  rodzinę, która mieszka niedaleko od Bielska.

Pana ulubione miejsca?

Strasznie lubię chodzić pod lotnisko, w kierunku Wapienicy, pod Zaporę. Niedaleko tych miejsc mieszkamy, mamy je więc pod nosem i często tam bywamy.

Przyjaciel z boiska?

Jestem wiele lat w Podbeskidziu, więc najlepiej znam się z tymi, którzy również tutaj są od dawna. Nie mam może tego jedynego przyjaciela, ale z każdym mam dobry kontakt. Uważam, że z wszystkimi trzeba umieć się dogadać i taką zasadę wyznaję.

Piłkarskie marzenie?

Wspominałem już o zagraniu na nowym bielskim stadionie przy pełnych trybunach. To byłoby coś niesamowitego.Wiadomo też, że każdy zawodnik marzy o tym, żeby założyć koszulkę z orłem na piersi. Ja też nadal takie marzenie mam.

Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji tych marzeń.

Dziękuję.

 

Czytaj inne wywiady z cyklu Druga Strona pyta.

 

 

Komentarze: