Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Druga Strona pyta, Marek Sokołowski odpowiada!

Dodany: 2013-08-15 10:22:26
Wychowanek TS Podbeskidzie, piłkarz grający na pozycji pomocnika, kapitan drużyny TSP. W polskiej Ekstraklasie rozegrał 220 spotkań, strzelając w nich dwanaście bramek, w tym 4 w Podbeskidziu. Do Podbeskidzia z Polonii Warszawa wrócił w 2010 roku. Rozmawiamy z Markiem Sokołowskim.

 

- Czy funkcja kapitana drużyny to duża odpowiedzialność i ciężka praca?

No na pewno. Funkcja kapitana w drużynie musi być widoczna i wydaje mi się, że na kapitana wybiera się właśnie osobę, która jest już doświadczona, jest długo w klubie, a w moim przypadku przede wszystkim to, że wywodzę się stąd. Tak naprawdę jest ciężko w tych momentach, gdzie jest pod górkę, kiedy trzeba poderwać drużynę. Ale mimo wszystko, jest wiele przyjemnych momentów,  jak np. odbiór nagrody , wyróżnienia, z całą pewnością jest to powód do dumy.

 

- Jednak kiedy wyniki drużyny są gorsze, odpowiedzialność spada również na kapitana.

Tak, wówczas trzeba tłumaczyć się w imieniu całej drużyny, np. na konferencji prasowej wśród dziennikarzy. Ale kapitan jest właśnie po to, ażeby w takich momentach być podporą i zwierzchnikiem dla swoich zawodników.

 

- Relacje i atmosfera w drużynie poza boiskiem.

Tak naprawdę wiadomo, nie ma czegoś takiego, że wszyscy spotykamy się razem, wspólnie. Są zawsze jakieś tam grupki, które spotykają się częściej, ale my widzimy się praktycznie codziennie podczas treningów. Czasem w wolnych chwilach idziemy na kawę. Atmosfera, która się wytworzyła z pewnością była budowana poprzez awans, poprzez utrzymanie, co sprawia, że jest przyjazna, trwała i zauważalna. Także nowi koledzy, zawodnicy aklimatyzują się bardzo szybko, co znacznie ułatwia współpracę na boisku.

 

- Czy między wyrazem drużyna i rodzina możemy postawić znak równości?

Tak, tylko w trochę innym sensie, ponieważ to jest drużyna, do której zawodnicy przychodzą na pół roku, na rok i ciężko jest stworzyć w tak krótkim czasie taką typową więź rodzinną. To jest jednak ekipa, której przyświeca jeden, wspólny cel! Nie bez powodu w zespole mówi się: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, co zresztą widać na boisku.

 

- Kiedy zawodnik, który grał w zespole dłuższy czas odchodzi, to czy  te relacje nadal są podtrzymywane, czy z czasem wygasają?

Nie, nie! To zawsze zostaje. Ja grałem w wielu klubach i w każdym klubie mam kontakt z zawodnikami z którymi grałem. Także, to nie jest tak, że ktoś odchodzi i tak po prostu zamyka się jakiś rozdział. Zawsze się pamięta! Wiadomo, jeżeli jest to dłuższy okres, to ta więź jest większa. To miłe kiedy pozostaje ślad po tym, co odgrywało istotną rolę w naszym życiu.

 

- Przyjaciel z drużyny?

Najwięcej czasu spędzam z Darkiem Pietrasiakiem, z którym zresztą grałem w dwóch klubach i znamy się bardzo długo, bo już ponad czternaście lat. Także Bartek Konieczny, z którym również znam się długo. Ogólnie nie ma czegoś takiego, że kogoś towarzystwo nam nie odpowiada. Wydaje mi się, że jeżeli np. idziemy na obiad, czy kolację i spotyka się kogoś z drużyny to nie przechodzi się obojętnie, tylko po prostu dosiada ;-). Przeważnie ta więź wynika również z wyjazdów, gdzie np. pokoje są dwu osobowe i wówczas tego czasu spędza się ze sobą więcej, co powoduje, że ta więź jest większa.

 

- W takim razie, jakim człowiekiem prywatnie jest Darek Pietrasiak, jakim przyjacielem?

Darek jest wesołym człowiekiem, jak już wcześniej powiedziałem znamy się jakieś czternaście lat. Poznaliśmy się w klubie w Ostrowcu Świętokrzyskim, chyba w 1999 roku. Ten kontakt między nami przez cały ten okres był i jest po dzień dzisiejszy.

 

- Jaką rolę odgrywa doping, zwłaszcza na meczach wyjazdowych?

Uważam, że dużą, bo jeżeli przychodzą takie chwile, że na wyjeździe przykładowo strzelamy bramkę, ten stadion milknie, a kiedy nasi kibice są z nami i słychać ich okrzyki i radość ze strzelonej bramki, wtedy my – zawodnicy odczuwamy ogromną satysfakcję. Pamiętam, jak graliśmy Puchar Polski w Poznaniu i było chyba z osiemset naszych kibiców, wtedy doping był naprawdę wyraźny i to było bardzo miłe. To jest naprawdę potrzebne! Zawodnik nie gra dla siebie, ale przede wszystkim dla kibiców. Doping staje się swoistym elementem motywacji!

 

- W Łodzi, kiedy walczyliśmy o utrzymanie była grupa kibiców. Czy to dało Wam, zespołowi siłę, było większym bodźcem do walki, do zwycięstwa?

Tak, właśnie. Nie wiem, dlaczego nie było tam zorganizowanej grupy kibiców, bo wiem że się tam wybierała. Pamiętam, że kibice byli dziwnie rozproszeni, część na krytej trybunie i część na trybunie wśród kibiców Łodzi. To było bardzo miłe, że pomimo, iż tam nie wpuszczano kibiców z zewnątrz, z trybun niósł się doping. Dało się odczuć sympatię, było słuchać śpiew i radość z utrzymania!

 

- Gorzkie wspomnienie w karierze piłkarskiej?

Może powiem o takiej rzeczy, która miała miejsce na początku mojej kariery. Był to Ostrowiec Świętokrzyski, gdzie pierwszy raz zadebiutowałem w ekstraklasie i po roku utrzymania się w pierwszej rundzie klub, po prostu nie miał już środków i przez pół roku był nie wypłacalny. Wówczas trzeba było podjąć bardzo trudną decyzję o rozwiązaniu kontraktu i to było bardzo przykre, ponieważ bardzo mi się tam podobało. Decyzja była tym trudniejsza, że ekipa była naprawdę zgrana i człowiek bardzo się zżył z zawodnikami, tym bardziej, że grałem tam już dwa lata, ale były momenty, że nie miało się za co żyć. Wówczas klub spadł, ponieważ duża ilość zawodników rozwiązała kontrakt. 

 

- Najmilsza chwila w karierze?

Na pewno zrobienie awansu, zwłaszcza tutaj w moim rodzimym Bielsku i utrzymanie tego awansu po bardzo słabej rundzie jesiennej i to z całą pewnością jest wspomnienie, które zostanie na lata!

 

- Jaką rolę w życiu zawodowym spełnia Pana rodzina?

Ogromną, Żona i córeczka zawsze są i dopingują i teraz jeszcze mój synek. A jeżeli z jakichś powodów, nie mogą być na stadionie to oglądają mecz w telewizji i myślę, że to jest bardzo fajne, że Ktoś zawsze trzyma mocno kciuki i wierzy we mnie, w nas.

 

- Wolny czas Marek Sokołowski spędza…..

Teraz, bardzo dużo z rodziną. Mam małego synka, także trzeba mu poświęcić sto procent swojego czasu, to jest naprawdę ciężka praca i żony i moja! Tego wolnego czasu też nie jest za wiele, dlatego  też staram się go spędzać rodzinnie, ale lubię też dobre kino. Z pewnością nie ma w nim jakichś ekstremalnych atrakcji.

 

- W Akademii pełni pan rolę trenera, mentora. Czy praca z dziećmi jest trudnym zadaniem?

Ja powiem, że trenowanie wydawało mi się dużo łatwiejsze, ale w tym wypadku mam styczność z dziećmi, których przedział wiekowy sięga czterech lat, a co za tym idzie dyscyplina na treningach jest dużo mniejsza, aniżeli u dorosłych zawodników. Uważam, że to bardzo ciężka praca, ale te dzieci widzą we mnie autorytet i to jest bardzo miłe i fajne, widoczny jest duży respekt w kierunku mojej osoby. Te dzieci lgną do mnie i dla nich to ogromna frajda i radość, że  trenują z zawodnikiem, którego mogą oglądać w telewizji i to mnie bardzo cieszy. Na początku było bardzo trudno, teraz jest już dużo lepiej, bo dzieci nabyły już pewnych umiejętności i zaznajomiły się z zasadami panującymi na boisku. Dla mnie, jako trenera, świadomość, że ta grupa cały czas się rozrasta jest dowodem na to, że to co robię ma sens.

 

- W jakiej roli czuje się pan lepiej zawodnika, czy trenera?

Wydaje mi się, że bycie zawodnikiem jest łatwiejsze, ponieważ zawodnik wykonuje polecenia trenera, tylko czy potrafi to wykonać, to już jest inna kwestia. Ale to trener rzeczywiście musi skonstruować jakąś taktykę, jeszcze przed meczem, musi ustawić zespół. Musi przede  wszystkim dobrze przygotować drużynę.

 

- Mecz, który zapamięta pan do końca życia?

Pamiętam praktycznie wszystkie swoje mecze, te dobre i te złe. Na pewno ten mecz z Widzewem, który był najważniejszym meczem w sezonie, bo gdybyśmy zremisowali nie utrzymalibyśmy się w ekstraklasie, także ten mecz na pewno zostanie w mojej pamięci do końca. Ale myślę, że jeszcze te lepsze momenty, które będę pamiętał nadejdą. Myślę, że jeszcze nie składam broni i czuję się bardzo dobrze fizycznie, dlatego wydaje mi się, że przez ten rok na pewno będę jeszcze grał.

 

- Największym marzeniem piłkarza jest…

Wydaje mi się, że największym marzeniem dla każdego piłkarza jest zagranie w reprezentacji Polski, na Mistrzostwach Świata, w Lidze Mistrzów.  Zdobycie pucharów, awans do Ligii Mistrzów, Ligii Europy.

 

- Ulubione miejsce w Bielsku-Białej?

Lubię Szyndzielnie, często tam wyjeżdżam, lubię góry i to mi bardzo odpowiada, na pewno Szczyrk, gdzie mogę pojeździć na nartach. Lubię też jeździć nad Jezioro Żywieckie. Ale góry, mimo wszystko stanowią dla mnie największy azyl, w którym mogę się wyciszyć.

 

- Trzy cechy, które najlepiej odzwierciedlają Marka Sokołowskiego?

Na pewno charakter i walka do ostatnich minut na boisku. Hmmm… nie chcę się wypowiadać na swój temat, bo wiadome jest, że ma się wady i zalety, ale wydaje mi się, że kibice dostrzegają, że ten charakter z gór jest i w jakiś sposób mnie wyróżnia.

 

- Gdzie gra się lepiej? U siebie, czy na wyjazdach?

Dobrze gra się na dużych, fajnych stadionach. Tutaj ten stadion się buduje, na pewno najlepiej będzie grało się tutaj, a tak naprawdę, to gra się najlepiej tam, gdzie jest doping.

 

- Najtrudniejszy mecz?

Z całą pewnością ciężki gatunkowo był ten mecz, który rozegraliśmy w Łodzi i dwa mecze, które graliśmy w Ostrowcu Świętokrzyskim, które też ważyły o tym, czy się utrzymamy, ale też dwa razy finał Pucharów Polski, które wygraliśmy i dwa złote medale z których bardzo się cieszę.

 

- Plany na przyszłość?

Tak naprawdę moje plany sięgają tylko praktycznie do czerwca 2014 roku. Na pewno będę przez cały czas działał czynnie w sporcie, także prowadzę szkółkę i na tym będę chciał się skupić.

 

- Czy bycie trenerem seniorów wchodzi w rachubę?

Tego jeszcze nie wiem, ale na dzień dzisiejszy wolę pracę z dziećmi, aniżeli z seniorami. To jest zupełnie inna praca, w przypadku dzieci cieszę się z każdego ich postępu, daje mi to dużo satysfakcji i radości.

 

- Mocne i słabe strony Marka Sokołowskiego?

Słabe hmmmm… na pewno w każdym stopniu chciałbym być lepszy. Chciałbym być szybszy, zwrotniejszy, bardziej techniczny. Myślę, że zawsze pozostaje jakaś płaszczyzna, sfera, którą chciałoby się poprawić. Mocne strony to wola walki i nieustępliwość.

 

- Czuje się pan spełniony?

Póki co, granie w piłkę daje mi dużo satysfakcji i za każdym razem idąc na trening bardzo się cieszę. Tak, czuję się spełniony, w swoim dorobku mam dużo meczy, bo aż ponad 200 na najwyższy szczeblu, wiec myślę, że jest to powód do dumy.

 

- Ideał kobiety?

Zdecydowanie moja Żona! ;-) Człowiek, jeżeli się wiąże z kimś już na lata, to musi to być osoba, którą kocha, podziwia. Wiadomo kobieta musi być rodzinna, a moja żona taka właśnie jest.

 

- Wpływ życia zawodowego na życie prywatne?

Na pewno dla życia rodzinnego to jest bardzo uciążliwe i naprawdę nic się nie da zaplanować, bo wiele rzeczy zmienia się z dnia na dzień. Godziny treningów i terminy zgrupowań są ruchome, dodatkowo przed każdym meczem dzień wcześniej jedziemy do hotelu. Także jest to trudne, ale z tym trzeba sobie radzić, bo jeżeli ktoś nie tego nie potrafi, wówczas związek, relacje rodzinne cierpią na tym. Terminy meczów są różne, bo gra się i w piętek, sobotę, niedzielę, poniedziałek, często w zimie i w lecie mamy dwa obozy, to sprawia że nie ma mnie w domu. Mimo wszystko ten czas dla rodziny, bardzo ważny zresztą można wygospodarować i maksymalnie wykorzystać.

 

- Czy wyjazdy na zgrupowania tuż przed meczem, o których wcześniej pan wspomniał, odgrywają ważną rolę?

 

Zdecydowanie tak. W trakcie tych zgrupowań zarówno wypoczynek jest odpowiedni, jak i posiłki i chyba najważniejsze jest to, że ma się ten czas tylko dla siebie na wyciszenie, koncentrację.

 

- Marzenie, które chciałby pan spełnić?

Z pewnością chciałbym zagrać na nowym stadionie, tutaj w Bielsku-Białej, przy pełnej publiczności. To byłoby bardzo miłe uwieńczenie mojej przygody z piłką. Póki co, innych marzeń nie mam, jestem osobą, która twardo stąpa po ziemi i myśli o rzeczach przyziemnych, typu zdrowa  i szczęśliwa rodzina i chyba jeszcze to, aby mój synek w przyszłości również grał w piłkę.

 

- Godny przeciwnik na mecz inauguracyjny otwarcia nowego stadionu w Bielsku-Białej?

Najlepiej gdyby była to drużyna medialna, czyli Lech Poznań, Legia Warszawa, albo mecz z Barceloną,  Bayern Monachium.

 

- Jest coś, co chciałby pan zmienić w swoim życiu?

Nie, nic bym nie zmienił. Nie żyję przeszłością. Oczywiście wracam do niej, ale nie żyją nią na co dzień. To, co się stało, już się nie odstanie.

 

- Czy czegoś pan żałuje?

Niczego nie żałuję! Gdybym czegoś żałował na pewno nie patrzyłbym w przyszłość z podniesioną głową.

 

- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych występach w barwach Podbeskidzia.

 Dziękuję.

 

 

 

 

Komentarze: