Góralu, chodź z nami na Drugą Stronę!
TS Podbeskidzie

Druga Strona przedstawia: Dariusz Pietrasiak

Dodany: 2013-08-23 09:46:11
Zgodnie z zapowiedzią przedstawiamy bliżej kolejnych zawodników TS Podbeskidzie. Dziś rozmowa z Dariuszem Pietrasiakiem.

 

 

Dariusz Pietrasiak - ur. 12 lutego 1980 w Sandomierzu -  obrońca, reprezentant Polski. Mistrz Polski w sezonie 2011/2012 i wicemistrz Polski w sezonie 2006/2007.  W październiku 2012 podpisał kontrakt z TSP Bielsko-Biała, gdzie gra do dziś. W Podbeskidziu zadebiutował w ligowym meczu ze swoim byłym klubem GKS-em Bełchatów.

Foto: Krzysztof Dzierżawa/tspodbeskidzie.pl

 

Czy wiele jest rzeczy, które Cię irytują?

Nie. Myślę, że niewiele, ponieważ każdy ma prawo do słabości, każdy popełnia błędy. Dlatego staram się przyjmować wszystko z wielkim spokojem.

 

Miałeś w swoim życiu moment zachłyśnięcia się sobą?

Nie!! Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Czas uczy pokory i tak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ta pokora stała się dla mnie bardzo ważna, najważniejsza.

 

Czy po przyjściu do TSP odczułeś „życzliwość” swojego otoczenia?

Na pewno ze strony całej drużyny czułem tę życzliwość. Na początku moja gra nie wyglądała za dobrze, byłem nie przygotowany, miałem nadwagę i dopiero w końcówce meczów wracałem do pełnej dyspozycji. Tym bardziej wsparcie i życzliwość, które otrzymałem na początku w TSP było niezwykle istotne.

 

Jak się czujesz w Bielsku?

Bardzo dobrze. Mam tu wielu znajomych, przyjaciół. Myślę, że każdy, kto przyjeżdża do Bielska, jest pod jego ogromnym wrażeniem. Dodatkowo świeże powietrze, piękne krajobrazy, góry. Z tego, co wiem inni zawodnicy, którzy przyjeżdżają tutaj grać są zadowoleni i bardzo się im tu podoba.

 

Czy masz jakieś ulubione miejsce w Bielsku-Białej?

Nie, generalnie wszędzie czuję się dobrze. Jakoś specjalnie ulubionych miejsc nie mam.

 

W Twojej karierze zawodowej dwukrotnie otrzymałeś powołanie do kadry reprezentacji Polski. Twoje wrażenia?

Myślę, że jest to wyjątkowe wyróżnienie dla każdego sportowca. Moment, kiedy zakładasz koszulkę z orzełkiem na piersi jest czymś wyjątkowym. Pamiętam, że wówczas towarzyszyły mi ogromne emocje.

 

 W Podbeskidziu zadebiutowałeś w meczu z Bełchatowem, w którym grałeś ponad sześć lat. Czy ten mecz był dla Ciebie wyzwaniem?

Wiadomo, że zawodowo chce się pokazać swoje najlepsze strony, tym bardziej debiutując w nowym klubie. W Bełchatowie znałem chłopaków, ale praktycznie większa połowa z nich odeszła. Mogę powiedzieć, że tam spędziłem sześć pięknych lat, bo i wicemistrzostwo Polski i awans do Ekstraklasy. Z kolei, jako zespół w Ekstraklasie tworzyliśmy naprawdę super grupę, zarówno na boisku jak i poza nim.

 

 W swoim dorobku masz wcześniej wspomniane Wicemistrzostwo i Mistrzostwo Polski. Twoje wrażenia, wspomnienia?

Można powiedzieć, że Wicemistrzostwo mieliśmy na własne życzenie, ponieważ w ostatnich meczach popełniliśmy za dużo błędów, a Zagłębie wykorzystało naszą słabość i dzięki temu zdobyło tytuł. Rozżalenie było ogromne, zarówno wewnątrz klubu, jak i wśród zawodników, tym bardziej, że od początku praktycznie wszyscy typowali nas, jako zwycięzców. To był duży niedosyt. Z kolei ze Śląskiem Wrocław udało się zdobyć tytuł Mistrza i dzięki temu spełnić  marzenie.

 

Czy niedosyt po zdobyciu Wicemistrzostwa zmobilizował Cię do działania, do pracy nad sobą?

Coś takiego zawsze mobilizuje. Myślę, że zawsze trzeba się starać i nieustannie dążyć do samodoskonalenia, ale wiadomo też, że zapomina się to, co było i skupia na przyszłości. Trzeba pamiętać, że to jest ciężka praca całej drużyny.

 

Jak oceniasz swoją formę na chwilę obecną?

Myślę, że ten poziom mógłby być zdecydowanie lepszy.

 

Jesteś wobec siebie bardzo krytyczny!

Tak, ponieważ zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy mogę zrobić jeszcze lepiej, z korzyścią i satysfakcją nie tylko dla siebie , ale dla całego zespołu. Wiadomo, że jeżeli zawodnik gra lepiej, wówczas poziom całej drużyny jest lepszy.

 

Jesteś „filarem” wśród obrońców Podbeskidzia?

W Podbeskidziu jest wiele filarów. Jest Marek Sokołowski, Bartek Konieczny, Błażej Telichowski, Tomek Górkiewicz, teraz doszli kolejni zawodnicy. Myślę, że tych filarów jest mnóstwo, że każdy zawodnik, także zawodnicy rezerwowi stanowią ten filar, co było widać na wiosnę.

 

Czy pochwały powodują, że czujesz się dumny, pewny siebie?

Nie! Interesuje mnie przede wszystkim to, co mówią o mnie ludzie, którzy grali w piłkę, trenerzy, eksperci. Jeżeli słyszę z ich ust pewne uwagi, opinie, wówczas wiem nad czym powinienem jeszcze popracować, a wiadomo, że chce się być jak najlepszym. Zepsuć coś jest naprawdę bardzo łatwo i jest to z pewnością wstydliwe dla każdego z zawodników. Potem stawiasz sobie bardzo wysoko poprzeczkę, aby nie popełnić już tego samego błędu.

 

Czy będąc piłkarzem pracuje się przede wszystkim na swoje nazwisko?

Tak. Myślę że zdecydowanie tak. Wiadomo, że człowiek jest tylko człowiekiem, są sukcesy, ale są też porażki. Ważne, aby umieć się z nich otrząsnąć i robić dalej to, w czym jest się najlepszym.

 

Presja wywierana przez otoczenie mobilizuje, czy hamuje?

W dużej mierze zależy to od samego zawodnika i jego psychiki.

 

Jak to jest w Twoim przypadku?

Nie przejmuję się tym. Wydaje mi się, że mądra krytyka w dużym stopniu stanowi element mobilizacji.

 

Twoja przygoda w Izraelu trwała stosunkowo krótko, co było przyczyną Twojego powrotu do Polski?

Sam do końca nie wiem. Klub po pewnym czasie stwierdził, że brakuje pieniędzy, że nie będzie w stanie spełnić warunków mojego kontraktu i ostatecznie nie dotrzymał umowy. Widocznie tak musiało być.

 

Można porównać poziom gry zza granicy do poziomu w Polsce?

Myślę, że w Izraelu ten poziom jest porównywalny do Polski.

 

Plany na przyszłość?

Utrzymanie się Podbeskidzia w Ekstraklasie i to, żeby zdrowie dopisywało.

 

Będąc piłkarzem prowadzisz dość „koczowniczy” tryb życia, czy to Ci odpowiada?

Na pewno dzięki temu poznaję wiele nowych ludzi, odkrywam wiele nowych i ciekawych miejsc, co więcej w każdym mieście jest inna kultura, inna mentalność, inne zachowanie ludzi. Poprzez to można wiele się nauczyć, zaobserwować, wcielić w swoje życie. Tak więc, taki tryb mi odpowiada. Podjąłem taka decyzję i muszę być konsekwentny. Z pewnością w dużej mierze jest to kwestia przyzwyczajenia, ale przede wszystkim jest to moja praca.

 

Bratnia dusza w zespole?

Marek Sokołowski.

 

Jaki jest prywatnie Marek Sokołowski?

Super człowiek, bardzo dobry kapitan, solidny zawodnik. Mogę mówić o jego osobie w samych superlatywach.

 

Twoje zainteresowania, poza piłką nożną oczywiście?

Dużo czytam, chodzę do kina, ale przede wszystkim piłka nożna. W przyszłości chciałbym być trenerem, w tym kierunku chce iść, dlatego bacznie obserwuję, analizuję, to co dzieje się na boisku.

 

Przyjemne i gorzkie komentarze pod Twoim adresem?

Nie zwracam na nie uwagi. Każdy ma lepszy i gorszy dzień, z kolei każdy ma też prawo do swojego zdania. Myślę, że jeżeli jest to krytyka konstruktywna, jak najbardziej można wyciągnąć z niej wnioski.

 

Twój autorytet, wzór?

Nie mam. Staram się wyłuskać od ludzi, których spotykam na swojej drodze pozytywne rzeczy, to co w nich najlepsze i wcielać to w swoje życie, postępowanie, sposób wypowiedzi, zachowanie itd. Dla mnie nie puste słowa, ale czyny są bardzo ważne.

 

Dariusz Pietrasiak prywatnie?

Nigdy nie oceniam siebie. Myślę, że na to pytanie mogą odpowiedzieć osoby z mojego otoczenia.

 

Największe rozczarowanie?

Nie było jakiegoś wielkiego rozczarowania w moim życiu. Czuję się spełniony. Z pewnością  inni ludzie mają większe problemy i rozczarowania.

 

A czy wcześniej już wspomniany szybki powrót z Izraela możemy uznać za rozczarowanie?

Szczerze mówiąc sam nie wiem. Nie czułem się tam do końca dobrze, byłem tam zupełnie sam. Co prawda mogłem tam pograć jakieś dwa, trzy lata i wrócić tutaj. Mimo wszystko staram się nie rozpamiętywać przeszłości, wolę skupić się na przyszłości. Widocznie tam na górze, Ktoś stwierdził, że tak będzie lepiej i wróciłem do Polski, z czego bardzo się cieszyłem.

 

Twój ideał kobiety?

Inteligentna, oczytana, znająca języki ;-);-)

 

Jak chłopaki w drużynie zwracają się do Ciebie?

Pietras.

 

Życie zawodowe z pewnością pochłania mnóstwo czasu, czy wystarcza go na życie prywatne?

Staram się utrzymywać bliski kontakt zarówno z rodziną, jak i przyjaciółmi. Z drugiej strony oni zdają sobie sprawę z tego czym się zajmuję i z faktu, że jest to moja pasja, życie i chce się spełniać.

 

Co zdecydowało o tym, że zostałeś piłkarzem?

To było moim marzeniem od małego. To jest moja pasja i w pewnym momencie ktoś mnie dostrzegł, odpowiednio pokierował i ciężką praca doszedłem do tego, co mam na chwile obecną.

 

Gdybyś mógł cofnąć czas, coś byś zmienił?

Nie! Bez dwóch zdań! Piłka nożna to moja pasja i życie!

 

Czy w życiu jesteś optymistą, czy pesymistą?

Zawsze jestem optymistą.

 

W jaki sposób najchętniej spędzasz wolny czas?

Z rodziną, znajomymi. Jak wspomniałem wcześniej lubię dobre kino i dobre książki.

 

Najmilsze wspomnienie z boiska?

Hymn, kiedy możesz go odśpiewać przed meczem w reprezentacji Polski! To z pewnością było niezapomniane wrażenie. Ale również utrzymanie się Podbeskidzia z taką ilością punktów i bez spektakularnych transferów, dla mnie osobiście to tak, jakbym drugi raz zdobył Mistrzostwo Polski.

 

Łódź, walka o utrzymanie?

Wiedzieliśmy, że wszystko jest w naszych rękach i że jeżeli zagramy na sto procent utrzymanie jest realne. Wówczas nie można było pozwolić sobie na chwile dekoncentracji, zwątpienia, że może się nie udać.

 

Cech, które wyróżniają dobrego obrońcę?

Na pewno musi być pewny w trakcie podejmowanych interwencji, musi szybko myśleć, reagować. Hmm… musi być szybki, techniczny i zwrotny.

 

Cel, który chciałbyś osiągnąć?

Spełniać się jako piłkarz, cieszyć się z własnej gry i dobrze wypełnionego zadania. Drużynowo, wiadomo mistrzostwo Polski, dla mnie osobiście, żebym nie miał sobie nic do zarzucenia.

 

Marzenia?

Dla marzeń się żyję i do marzeń się dąży. Tak, mam marzenia, ale jeśli je zdradzę, to się nie spełnią ;-)

 

Po ciężkim meczu …..

Z pewnością zawsze rewelacyjnie odpoczywa się po wygranych meczach. Z kolei po słabo zagranych i przegranych meczach nie ma tego psychicznego spokoju, wtedy jest raczej analiza, rozmowa, jakieś konstruktywne wnioski.

 

Czy po przegranej na wyjeździe, zwłaszcza jeżeli ta odległość jest duża, wraca się źle?

Ten powrót na pewno jest ciężki, ale wówczas jest czas na zastanowienie, refleksje. Myślę jednak, że przegrana przed swoimi kibicami to jeszcze większa porażka, a niżeli na wyjeździe.

 

Dziękuję za rozmowę i  życzę powodzenia!

Dziękuję.

Komentarze: